Wigilia w Australii
Emigrując z Ojczyzny zabieramy ze sobą w drogę tradycje, zwyczaje,
to z czego wyrośliśmy, co jest nam znajome i bliskie.
Paradoksalnie to pomaga się z asymilować i poczuć się swojsko w
nowym kraju.
W Australii obchodzimy wiec Polska Wigilie. Bez śniegu i mrozu,
bo w grudniu na południowej półkuli jest lato. Nie czekamy
tez na pierwsza gwiazdkę by rozpocząć wigilijna wieczerze, bo słonce
świeci prawie do północy. Jest gorąco, choć zdarzają się
tez grudnie chłodne i deszczowe. Moje rodzinne wigilie są liczne
bo oprócz krewnych zaprasza się przyjaciół, szczególnie
tych samotnych.
Przeszło 30 osób a czasem bywało i więcej zasiada przy stole,
wszyscy razem, dorośli i dzieci. Tradycyjnie cały dzień pościmy.
Na przywitanie podaje się śledzia i mocno schłodzoną wódkę.
Jest to szokujące doświadczenie dla przyjaciół innych narodowości,
ale dzielnie sobie radzą. Jak już wszyscy się zbiorą i nim zasiądziemy
do stołu, najstarszy wiekiem mężczyzna ( to taka nasza rodzinna
tradycja), witając, składa wszystkim życzenia, dodając swoje przemyślenia
i mądrość życiowa. Jest to chwila refleksji i nawet maluchy cichną...
Rozpoczyna dzielenie się opłatkiem. To chyba jeden z najpiękniejszych
polskich zwyczajów, tak uważają moi międzynarodowi przyjaciele.
Dzieląc się opłatkiem mają łzy w oczach. To wspaniały i tak prosty
symbol przebaczenia i miłości. To szczególna chwila, wzruszająca
i radosna, kiedy obejmując się zapominamy o smutkach, animozjach
życząc sobie nawzajem wszystko co najlepsze... A dzieci prześcigają
się w zdobywaniu jak największych kawałków opłatka i zapychają
sobie buzie śmiejąc się i dokazując. Nic to. Wyrastają w tradycji
by potem zrozumieć jej symbolikę.
Siadamy. Stół nakryty białym obrusem, a pod nim siano. Monety
pod talerzem na szczęście. Na stole sól i bochenek chleba,
żeby nigdy go nie zabrakło. Świece w wysokich świecznikach nie rażą,
a dają nastrojowe światło... Zapach barszczu podanego w filiżankach
nęci, a pusty żołądek domaga się swojej racji. Do barszczu podajemy
małe cienkie naleśniki nadziewane grzybami. Potem ryba, a właściwie
wiele rożnych morskich ryb przyprawionych koperkiem, cytryną i białym
winem. Jest też zasmażana kiszona kapusta z grzybami, ziemniaki,
zielona sałata, a na deser klasyczny kompot z suszonych owoców
i tort makowy. Choinkę ubieramy w wigilijny ranek. Po kolacji śpiewamy
kolędy po polsku i angielsku. Wtedy przychodzi tez Św. Mikołaj -
zazwyczaj ktoś z gości zgłasza się na ochotnika. Bywa, że strój
to duży czerwony obrus i cały kłąb waty. Wejście Św. Mikołaja robi
piorunujące wrażenie na najmłodszych. Ja sama wierzyłam w niego
wiele lat, a teraz inne dzieci przeżywają ten specyficzny dreszcz
strachu, oczekiwania i radości. Podarki zostają rozdane i Św. Mikołaj
z wesołym okrzykiem "ho, ho, ho" wychodzi. Wreszcie można
rozpakować prezenty...
Święta Bożego Narodzenia to dla mnie celebracja miłości i radości
życia w gronie rodziny i przyjaciół.
Życzę wszystkim wiele radości i miłości w czasie Świąt Bożego Narodzenia i w Nowym
Roku.
cofnij |